Błękitne wersy


Do Anny Achmatowej                           


Jesteś gdzieś daleko
wędrujesz po niebieskich łąkach
otulona głębią ciszy
w przestrzeni zastygłego czasu

czytam twoją poezję
która płynie twoim oddechem
szeptem wiosennego wiatru
śpiewem niewidzialnej harfy  

w wyobraźni 
widzę twój cień
słyszę echo twych kroków
gdy idziesz razem
z zasłuchanym w twe wiersze
stróżem aniołem


Pokutna cela                                                                                   


Cicha
klasztorna kapliczka
wiejąca chłodem
obcości
oświetlona
małym okiennym otworem

nie śpiewają tu chóry anielskie
nie dzwonią dzwony zbawienia
nie ma biblijnych świętych
płonie tylko lampka oliwna
namiastka wiecznego światła
oko opatrzności  

w rogu stoiodwieczny przedmiot pokuty
wytarty klęcznik mnicha

tutaj odprawia się egzorcyzmy
modli się o zbawienie duszy
tu unosi się dogmat wiary
nadzieja w wieczne szczęście 


Słoneczniki                                                                     

W wazonie
stoją żółte słoneczniki
płoną
brzaskiem zorzy
ekspresją
płomieni 
miedzianego słońca

lśnią na lustrze nieba
bursztynowym świtem
niesionym na skrzydłach wiatru 
złotym łukiem Apollina  

skrzą się 
promienną wiązanką
złotym runem
żółtocieniem powiek
etiudą poranka
malowaną van Gogha               
akwarelą słońca


Czas                                                                                              


Czas
cichy jak szept
skryty
w wskazówkach zegara
przemyka krętą ścieżką
kometą
krótką wiosną istnienia 
wyznacza
chwile  
gdy gasną gwiazdy
kończy się 
życia symfonia 
skrywa się słoneczna światłość
w zimnych cmentarnych pomnikach
brzmi dźwiękiem
spiżowych dzwonów
klepsydrą losu
skamieniałym zastygłym żalem
płonie przygasłym zniczem
nostalgią za przeszłością
dniami przemijania.


Bohema                                                                                         


Nie wiem
gdzie mieszkasz
w strunach wiatru
muzyce Straussa
na dnie duszy, w samotności nocy   
czy w strofach pisanego wiersza

zalegasz ciszą 
z której wydrążono dźwięki
płyniesz
brzaskiem poranka
pochodnią księżycowej nocy
ławicą wędrownych chmur
kryształowym rozbłyskiem meteoru
czy zawisłaś muzyką 
harfy Apollina

jak cię odnaleźć poezjo
gdy wzlatujesz w astralną przestrzeń nieba
w malowane akwarelą sny
w głębię
uskrzydlonych nocy