Pięćdziesiąt westchnień serca


Przychodzisz chwilą

 
Przychodzisz chwilą, spojrzeniem
ścieżką, którą przechadza się wiatr
bałamutną księżycową nocą
wytęskniona, oczekiwana od lat.

 Można cię spotkać w parku albo jak idziesz ulicą
późną jesienią lub kwitnącym majem
w małym sklepiku, gdzie sprzedają sny
czasem – pustym jeździsz tramwajem.

 Srebrnym snem przychodzisz, błękitem nieba
nienasyconej czułości dreszczem
iskierką, co wielkie ognisko rozpala
pożądań gorących deszczem.

 Nagą, jak liść figowy ciszą
powracasz przemiłym echem
namiętnością zmysłów, słów szelestem
modlitwą – do tego, co grzechem.

 Rozczulasz idąc w zwiewnej sukience
rozbudzona pełnią czułości
złotą zgłoską chciałbym cię opisać
wybacz – ale słów mi zabrakło – miłości…


Spotkanie na plaży


Mewy krążyły nad brzegiem morza,
plażę okryła mgła.
Szara chmura deszczem rosiła,
z nami na spacer szła.

Były to jednak, godziny szczęścia,
jakaś łaskawość bóstw.
Pamięć przywraca, czar pocałunków,
twoich gorących ust.

Szliśmy po szarym i mokrym piasku,
ja z przymkniętymi oczami.
I szemrała gdzieś w piersi radość,
że byliśmy razem i sami.

Choć nam obłoki, chowały słońce,
to naszych uczuć trwał bal. 
Gdy niespokojne morskie wody,
bryza wiała gdzieś w dal.

Ale zostało tam twoje imię…
na grzbietach białych fal.
Cudowny miraż, piękne wspomnienia,
okrywać nas będą jak szal.


Pisząc wiersz…


Coś poruszyło mój wiersz,  
coś w nim drgnęło,
coś zadziwiło,
coś jakby serce musnęło.

Coś miłe,
przypomniało chwile, minuty,
coś zaśpiewało,
na zapomniane już nuty.

Coś – jeszcze wiatr mi przywiał,
tęsknotę…
co twoje ma oczy.
I blask, ich ten sam tęczowy,
niezmienny w dzień i w nocy.

Coś zaśpiewało słowikiem,
coś zaszemrało strumykiem.
Coś się figlarnie zaśmiało,
coś ciebie mi przypomniało.
I dreszcz przebiegł przemile,
przez krótkie błękitne chwile.

Coś zachwyciło,
coś tęsknie zanuciło.
Coś też podpowiada,
że gdy jest miłość,
jest zapomnienie, zdrada.

 Więc nie wiem dlaczego,
coś,
jeszcze przywraca wspomnienia,
które dawno,
ułożyłem na półce z napisem,
– niespełnione marzenia.

I przyszło, cościcho,
jak na palcach,
delikatnie do drzwi zapukało.
I dziwną radością
wokół zapachniało.

I coś szepcze,
że nawet małe,
miłości płomienie,
lody wielkie stopią,
że spełnia się marzenie.

Spotkanie na plaży

Mewy krążyły nad brzegiem morza,
plażę okryła mgła.
Szara chmura deszczem rosiła,
z nami, na spacer szła.

Były to jednak, godziny szczęścia,
jakaś łaskawość bóstw.
Pamięć przywraca, czar pocałunków,
twoich gorących ust.

Szliśmy po szarym i mokrym piasku,
ja z przymkniętymi oczami.
I szemrała gdzieś w piersi radość,
że byliśmy razem i sami.

Choć nam obłoki, chowały słońce,
to naszych uczuć trwał bal.
Gdy niespokojne morskie wody,
bryza wiała gdzieś w dal.

Ale zostało tam twoje imię…
na grzbietach białych fal.
Cudowny miraż, piękne wspomnienia,
okrywać nas będą jak szal.

Oczarowanie

Gdy przyjdzie do nas, chwila szczęśliwości,
nawet taka mała i drżąca jak łezka.                       
To tyle w niej doznań,
takie bicie serca,
że do miłości otwiera się ścieżka.

Coś myśli oplata, ulata motylem.
I chce się całować, tak mocno,
do końca.
I patrzeć w oczy, tak bardzo zmysłowe,
że blednie przy nich,
złoty promień słońca.

Ręce chcą tańczyć po ciele,
i w rozkoszy pląsać,
gdzie piersi gorące, wokół ust i twarzy.
Wtedy giną słowa, bo są niepotrzebne.
Wystarczą tylko, dwa krótkie wyrazy.

Kocham cię…
Kocham cię, kochanie.
I chociaż tak nagłe, to oszołomienie.
Chcę by te uczucia na zawsze zostały,
bo na nic i nikogo, już ich nie zamienię.

Gdy te słowa, kiedyś pokryje patyna,
czas pozaciera rysy naszych twarzy,
to może myśl lotna,
przywróci wspomnienia,
do których się wraca,
o których, się marzy.